Parafia w mediach

23 2030 0045 1170 0000 0290 8340

Nr konta Parafii

KONTAKT

e-mail: xjmucha@wp.pl

Bursztynowa 1

08-110 Wołyńce

Tel. (25) 6435291

Gdy trzy lata temu przybyłem do naszej Parafii, zastałem w prezbiterium, na dużym drewnianym podeście figurę Matki Bożej Fatimskiej, która - jak się potem dowiedziałem, została zakupiona przez wiernych z konkretną intencją dziękczynną. Ta figura jest obecnie noszona w feretronie podczas procesji.

 

Przyznam się, że widziałem bardzo dużo identycznych takich figur; niestety - forma, jaka służy do ich masowego powielania, nie jest zbyt udana i szczęśliwa; spełnia kryteria, by umieścić ją w przydomowej kapliczce, czy domowym ołtarzyku, ale nie mieści się w obowiązujących kanonach i przepisach.

Ktoś powie, że jestem bezduszny i "czepiam się". Tym, którzy nie słuchali tydzień temu ogłoszeń przypomnę, że swego czasu wykładałem alumnom w Seminarium przedmiot, na którym omawiałem też te przepisy. Potem, pracując w Kurii Diecezjalnej jako diecezjalny konserwator zabytków - stałem na straży, by we wnętrzach kościelnych, przy ich ozdabianiu, przestrzegano odgórnych orzeczeń.

 

Wielu księży odwiedza naszą świątynię, jej proboszcza i każdy prosi o możliwość zobaczenia wnętrza naszego Sanktuarium. Przykro byłoby, aby mi któryś z dawnych słuchaczy, czy kapłanów, którym pomagałem w wystroju wnętrza kościelnego zarzucił mi, że innych pouczał, a sam nic sobie z tego nie robi...

 

Dotychczasowa figura Fatimska - feretron, powędrowała więc pod chór, gdzie znajdują się pozostałe paramenty procesyjne.

Przyznam się, że bardzo często myślałem o tym, by piękna Madonna Fatimska zagościła na stałe i w godnym miejscu w naszym kościele.

 

Niedawno wybrałem się na rekolekcje kapłańskie na południe Polski.

Przyznaję się: wyjeżdżając w sercu marzyłem, aby po skończonych rekolekcjach pozostać jeszcze dwa - trzy dni na południu i ... poszukać takiej rzeźby Matki Bożej Fatimskiej. Myślałem, ze pojadę na Krzeptówki, czy do Krakowa - bo będzie większy wybór...jednak wola Nieba była inna...

 

Któregoś dnia udałem się do Dukli, by nawiedzić relikwie Św. Jana z tejże Dukli i pomodlić się w przepięknej, wysoko położonej w górach jego pustelni /rzeczywiście - byłem tam/. Ale jadąc, po drodze zauważyłem w Miejscu Piastowym, na wzgórzu otoczonym pięknym założeniem parkowym duży kościół z kopułą. I tak, "niechcący" znalazłem się w Polskim Sanktuarium Św. Michała Archanioła i Bł. Ks. Bronisława Markiewicza - założyciela Księży Michalitów.

 

Zostawiłem skodę u podnóża i zacząłem wspinać się pod górę, do Sanktuarium.

W pewnym momencie, popatrzyłem na budynek po prawej stronie kościoła /okazało się, że to wielka księgarnia katolicka i sklep z dewocjonaliami/ i w oknie tegoż sklepu/księgarni zobaczyłem kawałek czegoś..... co przypominało mi Figurę Fatimską. Natychmiast pomyślałem, że może marzenia moje właśnie tutaj się zrealizują.

Po wejściu do wnętrza zostałem zaskoczony wielką ilością towarów; czegóż tam nie było! Masa książek, chyba ze wszystkich wydawnictw katolickich; obrazy, obrazki, rzeźby, figurki, dewocjonalia; istny zawrót głowy!

 

Ale ja szukałem.... Fatimskiej. Natychmiast spojrzałem w okno i ................ NIC!  Nic, żadna figura czy rzeźba nie stała w oknie! Wyszedł staruteńki zakonnik i spytał grzecznie, w czym może pomóc. Przedstawiłem się i gdy usłyszał, że jestem z diecezji siedleckiej serdecznie się uśmiechnął i wyznał, że długie lata posługiwał w Sanktuarium Fatimskim w Górkach koło Garwolina!

 

Porozmawialiśmy o tym, o tamtym i w końcu wyznałem, że szukam figury Madonny Fatimskiej do naszego kościoła. Ręką pokazał mi całe mnóstwo figur, figurek na półkach i powiedział, bym sobie którąś wybrał. Pytam - czy to już wszystkie?

Odpowiada, że tak. Przykro mi się zrobiło i zacząłem być na siebie zły, że coś mi się z tym oknem przewidziało. Żal duszę ścisnął!

 

Zakonnik wyszedł do innej sali sklepowej, a ja, powoli zacząłem odmawiać "Zdrowaśki" - co często czynię, gdy jestem podenerwowany albo zawiedziony. Trochę się uspokoiłem; zacząłem oglądać dewocjonalia, kartkować liczne książki; jeszcze raz spojrzałem w puste okno i .................... dopiero teraz dostrzegłem, że w pomieszczeniu są DWA OKNA! Drugie okno było zastawione towarem, książkami, ale spoza tej sterty, u góry wystawało..... kawałek głowy? Czegoś białego!  Pod ręką stała drabinka, więc korzystając, że byłem w tej chwili sam, wdrapałem się na nią i powoli zacząłem zdejmować różne rzeczy /głównie książki/, aż moim oczom ... ukazały się JEJ OCZY!!! W końcu cała głowa! JAKA TWARZ! SPOJRZENIE! Ale szczególnie ..OCZY!!!

Mało nie spadłem z drabinki.... a jednak mi się nie przewidziało, gdy z zewnątrz zobaczyłem kawał białego płaszcza /widać to na zdjęciu - drugie okno od lewej, na parterze/. W tym momencie wszedł tenże starszy zakonnik i na twarzy jego pojawiło się wielkie zdziwienie, pomieszanie z zakłopotaniem, bo ..... miało już nie być innej Madonny Fatimskiej w tym sklepie....

 

Wzrokiem zapytałem, wskazując na odsłoniętą część figury; Poprosił, bym zszedł na dół, ujął mnie pod rękę i poprowadził na zewnątrz, na ławkę. Usiedliśmy i zaczął sam z siebie opowieść, której się nie spodziewałem.

 

Otóż był żył sobie po wojnie w Niemczech Żyd - Karl Vincent Arenfeld. Miał już około pięćdziesiątki, gdy stwierdzono u niego złośliwego raka płuc. Rokowania były już bardzo złe; wdały się przerzuty. Leżał i bardzo cierpiał, znikąd nie oczekując już ratunku.  Pewnej nocy we śnie zobaczył przepiękną młodą kobietę, która zapewniła go, że mu pomoże i że on wyzdrowieje - bo należą do tego samego Narodu Wybranego;

ale w zamian zażądała, by będąc już całkowicie zdrowym uczynił rzeźbę taką, jaką widzi w tej kobiecie ze snu, obiecującą mu wyzdrowienie.

I uzdrowienie nastąpiło, choć lekarze nie umieli tego wytłumaczyć z medycznego punktu widzenia.  Ale, pomimo zdrowia Karl Vincent miał teraz jeszcze jeden wielki problem: trochę kiedyś amatorsko malował, ale nigdy nic nie wyrzeźbił!

 

Zapisał się nawet na kurs u znanego rzeźbiarza w Monachium, trochę popróbował, ale nie zdradzał się nikomu, dlaczego chce tak usilnie nauczyć się tej sztuki. W końcu spróbował swoich sił w glince, w ceramice.  Robił szkice tej Pani ze snu; wiele szkiców.

Któregoś razu te szkice wpadły w "niepowołane ręce". Oglądający je mężczyzna okazał się polskim zakonnikiem - księdzem Mieczysławem, który od paru lat pracował w niemieckiej parafii pod wezwaniem Matki Bożej Fatimskiej. Gdy Karl nerwowo wyrwał kapłanowi szkice, ten powiedział, że nieźle narysował Madonnę Fatimską!

 

Po wielkiej konsternacji i nie mniejszym zdziwieniu zrozumiał, że we śnie widział Matkę Jezusa. Ksiądz, po paru dniach spotkał się z nim ponownie i pokazał mu zdjęcia i obrazki Matki Bożej Fatimskiej. Karl aż jęknął: "To ONA!"

 

Skąd się wziął polski zakonnik w szkółce dla rzeźbiarzy? Jego parafia posiadała kościół, który był zborem protestanckim, który odkupiono za niewielką sumę; trzeba było urządzić na nowo wystrój wnętrza i ksiądz szukał kogoś, żeby wyrzeźbił Patronkę kościoła i parafii.

 

Natknął się na Karla, "przez przypadek" zobaczył jego rysunki i szkice i ........zaproponował mu, by wyrzeźbił w ceramice - jeśli mu najłatwiej tworzyć w takim materiale - właśnie Madonnę Fatimską. Podał mu nawet wymiary Cudownej Figury, znajdującej się w Kaplicy Objawień w Fatimie.  Karl nie miał wyjścia. Wiązała go obietnica i to, że wyszedł cało ze śmiertelnej choroby.

 

Pracował nad rzeźbą półtora roku. Wreszcie wypaloną w piecu ceramiczną rzeźbę pokrył farbami. Zadzwonił po polskiego zakonnika.

Ukazał mu swoje dzieło. Kapłan ukląkł i ze łzami w oczach ucałował stopy Maryi w znaku figury.  Karl nawet nie chciał słyszeć o jakiejkolwiek zapłacie. Ksiądz obiecał mu, że będzie się za niego często modlił i ofiaruje za niego każdego roku Mszę Św. w dniu, w którym przebudził się Karl po nocnym widzeniu Pięknej Pani.

 

Zbliżała się historyczna wizyta Jana Pawła II w Fatimie - w rocznicę zamachu na jego życie. Był rok 1982. Polski kapłan - ks. Mieczysław postanowił z delegacją swoich niemieckich parafian pojechać do Fatimy z nową rzeźbą Matki Bożej.

Dzięki znajomościom, dostał się po głównej Mszy Św. do otoczenia Ojca Św., którego poprosił o pobłogosławienie tejże figury. Jan Paweł II spełnił prośbę rodaka, a nagle, obecna na tę okazję w Fatimie - Siostra Łucja wyszła ze szpaleru zakonnic swego karmelitańskiego zgromadzenia i objąwszy Figurę ucałowała ją i westchnęła, patrząc Maryi w Jej oczy: "Jest podobna do Naszej Pani".

Rzeźba została umieszczona w ołtarzu głównym poświęconego Madonnie kościoła.

Przez kilka lat, wokół Maryi pojawiło się dużo wotów - świadectw wysłuchanych modlitw. Można sobie tylko wyobrazić radość serca księdza Mieczysława, gdy wiózł do swojej parafii figurę Madonny, zaopatrzoną osobistym pobłogosławieniem jej przez Ojca Św. Jana Pawła II i niezwykłym świadectwem i gestem ostatniej, spośród widzących dzieci z Fatimy!

 

Po umieszczeniu Figury w głównym ołtarzu kościoła ks. Mieczysław dał osobiste świadectwo historii jej powstania i poświęcenia, oraz słów Siostry Łucji w Fatimie. Na wyraźną prośbę Karla, nie wymienił go, jako twórcy rzeźby, ale anonimowo opowiedział o okolicznościach jej powstania.

 

Z biegiem czasu, wokół Madonny Fatimskiej gromadziło się coraz więcej osób, prosząc, ale i dziękując za bardzo wiele wysłuchanych modlitw. Gabloty z dziękczynnymi wotami wypełniały coraz bardziej otoczenie ....słynącej już z wielu łask Matki Bożej w tej rzeźbie.

 

Przyszedł rok 2004.

 

Wspólnota parafialna ks. Mieczysława, nie była w stanie udźwignąć kosztów utrzymania kościoła i obiektów duszpasterskich parafii.

Rada Parafii /która w Niemczech może więcej, niż proboszcz - jeśli chodzi o sprawy ekonomiczne/ podjęła jednogłośnie uchwałę, że nie da się finansowo utrzymać kościoła, więc trzeba go odsprzedać.

 

Skorzystano z propozycji sąsiedniej parafii, by tam - raz w tygodniu i raz w niedzielę można było sprawować nabożeństwo dla dotychczasowej wspólnoty parafii Matki Bożej Fatimskiej.  Sprzęty kościelne rozdzielono, część sprzedano do okolicznych parafii. Ale ks. Mieczysław uparł się i postawił na swoim: on, zabiera figurę Matki Bożej ze sobą: do Polski!

 

Wota, które były tak licznie zgromadzone przy Matce Bożej, ks. Mieczysław osobiście zawozi do Fatimy i składa w tamtejszym Sanktuarium.

Kończąc swój pobyt w Niemczech, postanawia Figurę zabrać ze sobą do Polski. Ładuje swój dobytek do podstawionego busika: osobiste rzeczy, parę kartonów książek i ... FIGURĘ MADONNY FATIMSKIEJ. Sam, ma jechać samochodem osobowym z kierowcą.

W ostatniej chwili, przed wyruszeniem mówi do kierowcy osobówki, że chce jechać furgonetką "na pace", by trzymać figurę, aby się nie potłukła podczas drogi. I tak czyni.  Przed polską granicą, na samochód osobowy najeżdża tir i miażdży pół samochodu osobowego, którym - jako pasażer, miał jechać ks. Mieczysław. Kierowca, ranny, ale uszedł z życiem. Niemiecka policja stwierdza na miejscu, że gdyby obok ktoś siedział, jako pasażer - byłby ... miazgą.

 

Ks. Mieczysław cało, zdrowo i z nietkniętą Figurą przyjeżdża do macierzystego klasztoru. Chce ofiarować Figurę do miejscowego Sanktuarium, ale okazuje się, że świątynia ma już figurę fatimską od kilku lat;

 

Zatrzymuje więc - jak zaczął Ją nazywać - Madonnę Ocalenia w swojej celi zakonnej. Gdy już śmiertelnie choruje, prosi swojego współbrata, by - gdyby odszedł z tej ziemi - zaopiekował się jego Madonną. Współbrat obiecuje /właśnie ten zakonnik, który mi to wszystko opowiedział/.

 

Ks. Mieczysław odchodzi do Pana w pierwszą sobotę miesiąca maja 2010 roku.

 

Karl Vincent, który już nigdy więcej nic nie wyrzeźbił /dlatego cisza o nim w internecie/ zmarł nagle podczas swojej prywatnej pielgrzymki do Fatimy w pierwszą sobotę miesiąca października 2010 roku.

 

Znów przypadek?

Zapytałem "swojego" zakonnika, czy widzi możliwość, abym ....." odkupił " tę rzeźbę dla naszego Kościoła Parafialnego?

 

Zamyślił się długo, po czym powiedział, abym - jeśli mogę i chcę, przyjechał nazajutrz.

 

Zapewne domyślacie się, że ta noc, to było i czuwanie i modlitwa, aby wszystko tak się ułożyło, bylebym tylko wywiózł stamtąd Madonnę i szczęśliwie przywiózł Ją do naszej Parafii.

Nazajutrz, godzinę wcześniej, niż się umawialiśmy, jestem na miejscu. Poszedłem do kaplicy Św. Michała Archanioła i zaczynam z Nim gadać, prosić o pomoc, perswadować, obiecywać.. /patrz zdjęcie kaplicy/; W końcu dochodzi do spotkania z "moim" staruszkiem zakonnikiem.

Oczami pytam o jego postanowienie. Uśmiecha się łagodnie, choć z oczu płyną mu łzy.

 

Mówi, że był wczoraj wieczorem na grobie ks. Mieczysława i - gdy zadał mu pytanie, co powinien uczynić wobec natręta z Siedlec - odczuł tak wielki spokój serca, łagodność i pewność, że jego przyjaciel - ks. Mieczysław zgadza się na odstąpienie rzeźby dla naszego kościoła.

A ja..... mało się nie rozbeczałem, gdy dotarło do mnie, że ........ że "zachciało mi się" tych rekolekcji W TYM CZASIE I W TEJ OKOLICY;

i choć miałem pieniędzy tylko tyle, by właśnie tam, w tym sklepie zakupić i podarować naszej Parafii figurę Niepokalanej /która już jest na nowym ogrodzie skalnym/, i że miałem od kogo pożyczyć 3 000 zł, by złożyć ofiarę na Sanktuarium z racji wywiezienia stamtąd Figury Fatimskiej /z tej kwoty 3000 zł mój rozmówca obiecał, że ufunduje tablicę na grób ks. Mieczysława, a resztę przeznaczy na Seminarium Duchowne, jakie tam się znajduje/.

 

Jak pakowaliśmy rzeźbę, to tenże zakonnik dołożył tyle starań, byleby tylko nie uszkodziła się w drodze. Z tyłu, na dole Figury Fatimskiej, Karl umieścił swoje inicjały pod "Made in Germany" : K V A

 

Kochani, już upatrzyłem miejsce w naszej świątyni na umieszczenie na stałe tejże niezwykłej w swojej historii Figury Fatimskiej. Chcę sam zaprojektować i zamówić u rzeźbiarza oprawę artystyczną dla niej. Jeśli się zgodzicie i zechcecie wesprzeć to dzieło, to proszę, by ofiary składane w najbliższy wtorek na Mszy Św. o godz. 18;00 sprawowanej z racji Przemienienia Pańskiego na naszym cmentarzu - były składane z intencją: na oprawę artystyczną Figury Fatimskiej Madonny w naszym parafialnym kościele.

Można też składać dobrowolne ofiary w zakrystii, bądź przelewem na konto parafialne z dopiskiem: "Datek na oprawę figury Matki Bożej".

 

Ja sam, już od dawna wierzę i uczę tego innych, że nie ma przypadków, ani zbiegów okoliczności.

 

Jest Opatrzność! Jest działanie Ducha Św. i zatroskana Obecność pośród nas Matki Boga i naszej Matki! .... no i chyba to, że nie ominąłem bezczelnie Sanktuarium Św. Michała Archanioła /którego małą replikę umieściłem na dębaku - przy wejściu na plebanię/; nadziwić się nie mogę, ale..... czy tylko o zdziwienie chodzi?

 

Pozdrawiam Wszystkich bardzo wzruszony; serdecznie i z podziękowaniem za uwagę i wsparcie dzieła.

Z serca + błogosławię

- ks. Janusz Stefaniuk

(Ks. Janusz Stefaniuk - proboszcz naszej Parafii w latach 2010-2019)

 

KORONACJA MATKI BOŻEJ FATIMSKIEJ

13.08.2017 - Ceremonii nałożenia Korony Wdzięczności na skronie Matki Bożej Fatimskiej dokonał Ordynariusz Siedlecki Ksiądz Biskup Kazimierz Gurda podczas Mszy Św. o godzinie 12.00. Po Mszy Św. ks. proboszcz Janusz Stefaniuk zaprosił Gości i Parafian na poczęstunek: grochówkę i ciasto. We wnętrzu kościoła, po Koronce do Miłosierdzia Bożego, Zespół Muzyczny "Akord" zaprezentował montaż słowno - muzyczny.

 

 

 

 

 

Madonna Fatimska

11 kwietnia 2021

Nasza 

Parafia

 25 643 52 91

Bursztynowa 1, 08-110 Wołyńce

parafia.www@wp.pl