Julian Tuwim
CHRYSTUSIE ...

Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
Jeszcze do Ciebie powrócę,
Chrystusie...

Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
Że przez łzy Ciebie zobaczę,
Chrystusie...

I taką wielką żałobą
Będę się żalił przed Tobą,
Chrystusie...

Że duch mój przed Tobą klęknie
I wtedy serce mi pęknie,
Chrystusie...

PARAFIA RZYMSKOKATOLICKA W WOŁYŃCACH
POD WEZWANIEM ŚW. JÓZEFA ROBOTNIKA
Wołyńce 58, 08 - 110 Siedlce
PROBOSZCZ: KS. JANUSZ STEFANIUK
Telefon: 25 6435291
Numer rachunku bankowego:
Bank BGŻ BNP Paribas S.A. Oddział w Siedlcach
ul. B. Joselewicza 3, 08-110 Siedlce
23 2030 0045 1170 0000 0290 8340


ROZWAŻANIA DROGI KRZYŻOWEJ

WPROWADZENIE

Dwadzieścia lat temu Opatrzność Boża pozwoliła mi pielgrzymować do Ziemi Świętej. Nawet się o to nie starałem; byłem na studiach, ale ktoś, komu życie poplątało plany poprosił, abym go zastąpił, jako opiekun duchowy grupy.

Do dzisiaj nie wiem, kiedy, dlaczego zabrałem z domu paszport; przecież niczego poza granicami kraju nie planowałem przed samą Wielkanocą...

Trochę, jak przymuszony Cyrenejczyk, niepewnie zgodziłem się w ten sposób pomóc innemu kapłanowi.

To był już Wielki Tydzień; przewodnik – świecki biblista dał nam wybór: albo przejdziemy Drogę Krzyżową razem z innymi grupami, w środku dnia, pośród handlu, straganów, nawoływań w różnych językach, albo …..

….wstaniemy jeszcze w nocy, wyjdziemy z hotelu; Brama Damasceńska powinna być już otwarta, więc my sami, pośród śpiącego jeszcze Starego Miasta przejdziemy Drogą Męczonego Jezusa; wybraliśmy tę nocną opcję; i tak się stało.

Dlaczego wspominam tamto wydarzenie w ten wieczór – wobec Was?

Też pójdziemy ulicami, uliczkami; też będzie ciemno; stragany i sklepy – jak tam, wtedy – pozamykane.

Ten sam księżyc w pełni i nam wtedy – i nam tutaj, dzisiaj towarzyszy, przygląda się i przyświeca.

Ale tam, wtedy, na krzyżowej drodze Jezusa, gdy w nieprzeniknionej ciszy śpiącego miasta chłonęliśmy rozważania, gdy bardzo wielu uczestników tej niewielkiej grupy tuliło się do
kamiennych ścian, chcąc skryć przed księżycem –
a może jeszcze bardziej przed sobą przeżycia i wycie z bólu – może nie tyle nad Jezusem, co nad własną nędzą i głupotą ….. grzechem...

… przy stacji IV ciszę, przytłumione oddechy i słowa rozważań rozdarł głośny, bolesny do dzisiaj pamiętny w uszach szloch, przeszywający wszystko i wszystkich jęk, któremu wewnętrzne ciśnienie nie pozwalało już dłużej wypełniać środka:

kobiecie – matce w wieku pięćdziesięciu paru lat pękło serce. Dosłownie!
Jej droga ziemskiego życia – i zapewne bolesnej, osobistej drogi krzyżowej – spotkały się na tamtej Drodze Krzyża. Na stacji, gdzie Matki spotykają się z cierpiącym Synem. Prawdopodobnie spotkała się też sama z sobą – wobec Jezusa, Który wziął na Siebie wszelkie nasze nędze, grzechy, niegodziwości i ucieczki przed sobą, przed Krzyżem...

Rozpoczynając teraz Jego i naszą Drogę krzyżową prosimy, abyśmy dzięki łasce Ducha Św. odkrywali samych siebie i spostrzegli, że bez pogodzenia się z własnym krzyżem, bez nazwania go, bez ucałowania w sercu, jako jedynego narzędzia rozpoznawalności ucznia Jezusa – to nawet i w Roku Życia Konsekrowanego – ot, przejdziemy się – bo taki obyczaj.

 Wypada, aby Przełożony, Zwierzchnik zauważył, zapamiętał.
 Może inni będą z ciekawością, onieśmieleniem oglądać moje dystynkcje.
 Bo co inni powiedzą – gdyby mnie nie zobaczyli tego wieczora na miejskiej imprezie plenerowej.
 Bo fajnie będzie się jutro pochwalić w kolejce czy w pracy: Byłem! Byłam!
 A ile ludzi! A jak fajnie! A jaka nowa trasa! I tamten był, i tą widziałam.
 Mogłem wziąć aparat – byłyby fajne ujęcia, byłem blisko.
 Czemu nie założyłam cieplejszego płaszcza – Malinowska wiedziała, co robi!

Dosyć! To już znamy; znamy, znamy; to już przerabialiśmy!
Dzisiaj – nie uciekaj od siebie; nie skupiaj się na innych; pobądź ze swoim sercem i swoim krzyżem; jak nie zaboli – znaczy – nie warto było wyłazić sprzed telewizora.

Jezu Chryste – Synu Boga Żywego, ulituj się nad nami; daj nam Swojego Ducha Prawdy i Pobożności, aby modlił się z nami i w nas, aby pomógł każdej i każdemu z tutaj obecnych w prawdzie zbadać swoje serce i prosić u jego uleczenie, uzdrowienie, uwolnienie.


STACJA PIERWSZA: SKAZANIE NA ŚMIERĆ

„…bo ja wiem, że przed Tobą stanę
i nie schronią mych oczu powieki,
wzrokiem trącisz największą mą ranę
- mądrość moją i posag na wieki..”
Wielcy, zamożni i dumni tego świata, za jedno słowo, zdanie, opinię, która według nich odbiera im sławę, dobre imię, samopoczucie, wytaczają procesy o zniesławienie. I nie zawsze chodzi o prawdę ile o to, co sobie inni o nich pomyślą.

Nieważne, co myśli o nich Bóg, Który jest samą Prawdą. Zranieni we własnej dumie płacą wiele i dużo za zwycięstwo ich prawdy, domagając się zadośćuczynienia.

Najczęściej prości, niezamożni – ale znający swoją wartość i godność w oczach Bożych – przełkną łzę z powodu oszczerstwa, niesprawiedliwego osądu. Pewnie nie tyle z powodu niezamożności, braku odpowiednich popleczników i układów, ile raczej ze stojącej przed oczyma serca tej historycznej sceny, w której świat sądzi Króla Prawdy.

Jezusie, Synu Boga Żywego, Który przyjąłeś wyrok i krzyż – przypominaj nam w takich momentach życia, iż mamy się Bogu podobać, a nie spełniać oczekiwania i zachcianki tego świata, który i tak przeminie, ...

... a pozostanie Twój wzrok, moja rana i nagroda.


STACJA DRUGA: WZIĘCIE KRZYŻA
Jezus cierpiąc, nie przestaje być naszym nauczycielem, choć milczy. Jezus cierpiąc, uczy nas cierpieć.

W dzisiejszą Drogę Krzyżową wpisują się w tym Roku Życia Konsekrowanego także powołani.

Jezus, mówiąc o Szawle pod Damaszkiem zwraca się poprzez Ananiasza: „On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla imienia mego.”

Na tym między innymi miało polegać jego objawienie osobiste, jego instruktaż: ile ma wycierpieć, a nie: co ma zrobić, dokąd pójść, co i jak mówić.

Wiedzieli o tym także inni apostołowie: „Odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla Imienia Jezusa.”

Często zapominamy o tym, że nie wystarczy być świadkiem Jezusa, że trzeba to świadectwo potwierdzać także przyjmowaniem łączących się z tym cierpień. I w dodatku trzeba je przyjmować z radością.

Znany malarz Mark Chagall w wywiadzie z 1967 roku powiedział: - „Kiedy pracuję najlepiej?..... Ja nie pracuję dobrze. Ja dobrze znoszę cierpienie”.

Składając śluby, przyjmując święcenia, zawierając sakramentalny związek małżeński – nie możemy się oszukiwać, że ... „jakoś to będzie, jakoś się ułoży, może ziszczą się moje plany i wizje”.

W tych momentach zgadzasz się też na wzięcie krzyża.

Jezusie, Synu Boga Żywego wspomóż nas w dobrym znoszeniu cierpienia!


STACJA TRZECIA: PIERWSZY UPADEK

„... nawet dziś na mym piasku rysujesz,
palcem – imię, sekrety, tęsknoty
przyłapany, poranion ...
 darujesz?
Wczoraj? Dzisiaj?
Jutrzejsze głupoty?”

Ileż oczekiwania i radości z powodu pierwszych kroków, postawionych samodzielnie przez maleńkiego człowieka!
Ileż ekscytacji w momencie decyzji: pierwszy raz!
Mnie też wolno;
Inni robią to często, za często, ale ja – zawsze mogę się wycofać, zaprzestać, zawrócić.....
„Któż wam powiedział, że pomrzecie?”
„Adamie – gdzie jesteś?” - „Skryłem się!” …...Boże – upadłem!
„ I Ja ciebie nie potępiam”.
„Wstań; podnieś się i nie grzesz, aby ci się coś gorszego nie przytrafiło”.
Dla Jego bolesnej męki – miej Miłosierdzie dla nas i świata całego!


STACJA CZWARTA: SPOTKANIE Z MATKĄ

Maryja pojawia się zawsze, kiedy Ją wzywamy i potrzebujemy Jej pomocy.
„Pokaż, że jesteś Matką! Teraz jesteś nam potrzebna!”
Jest zawsze obecna.
Pojawia się nawet wtedy, gdy Jej nie wzywamy.
A wzywamy najczęściej na naszych krzyżowych drogach i bolesnych stacjach; ….. gdy wylewamy łzy....
„Drogie dzieci – gdybyście wiedzieli, jak bardzo was kocham – płakalibyście z radości!”.
Towarzysząc Jezusowi i Maryi w tej stacji myślimy o naszych matkach; czy tym, które przeszły do wieczności zdążyliśmy powiedzieć: kocham cię mamo; dziękuję ci; przepraszam za łzy, które spowodował mój tryb życia, upadki, zapomnienie o tobie, bardzo rzadkie odwiedziny, telefony...

To także stacja matek, które przeklinają swoje dzieci za ich upadki i trwanie w upadkach;
Pomódlmy się, aby umiały dostrzec w tych swoich dzieciach sponiewieranego, zmaltretowanego Jezusa.


STACJA PIĄTA: POMOC SZYMONA

„...jednak czuję, przez serce, krew
ciało
moje, Twoje nieprzespane oczy
teraz to, co się kiedyś wydało
będzie mym
a ich wszystkich zaskoczy...”

Pytam się swojego serca: czy wstydzę się być dobrym, miłosiernym?
Czy pamiętam, że przed moim Bogiem zdam także sprawę ze wszystkich zlekceważonych i niewykorzystanych okazji do czynienia dobra?

„Panie – a kiedy widzieliśmy Cię głodnym, spragnionym; chorym albo w więzieniu, emigrantem, zmiażdżonym strachem przed diagnozą lekarza, niepewnością – jak wyjdą wyniki badań, żałobą po stracie bliskiego...”

Ileż razy takie wyrwanie z bezpiecznego tłumu, z bezpiecznego zasiedzenia się w sobie i przymuszenie do konkretnej pomocy – okazywało się błogosławieństwem?

Nikt z nas nie lubi, gdy ktoś idzie mu z pomocą z przymusu, z niechęcią, grymasem, złością.
Jeden Jezus, który nawet wymuszoną pomoc nagradza błogosławionym przejrzeniem na oczy i radością serca - czeka i przyjmuje w drugim człowieku wspólnie podniesiony krzyż, choćby tylko do następnej stacji.
„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych – Mnie uczyniliście”.


STACJA SZÓSTA: WERONIKA

W liście na Wielki Piątek 2005 roku kardynał Ratzinger napisał, że w obrazie tej kobiety ucieleśniła się tęsknota pobożnych Izraelitów – i w ogóle wszystkich wierzących ludzi – za widokiem Oblicza Bożego.

Psalm 27 opiewa to pradawne pragnienie: „Szukam, o Panie, Twojego oblicza; swego oblicza nie zakrywaj przede mną”.
Wtopieni w tą stację uczestniczymy w poruszającym spotkaniu kobiety z poranionym okrutnie Mesjaszem.
Na całym świecie nie ma katolickiego kościoła, w którym byśmy nie znaleźli tej szóstej stacji drogi krzyżowej.
Oto niewiasta pośród ponurej sceny przemocy i na oczach tłumu nieustraszenie staje po stronie ofiary.
I tej współczującej córze Jeruzalem Jezus ofiarował swój prawdziwy portret.
Takie było mocne przeświadczenie Kościoła: „prawdziwa ikona” albo – jak brzmi to w potocznej wersji łacińsko – greckiej zbitki: VERA EIKON.
Jezusie, Synu Boga Żywego dopomóż nam, byśmy nie zapominali, nie wstydzili się wyznawać, że jesteśmy stworzeni na wzór i podobieństwo Boga. Szczególnie w tych naszych bolesnych stacjach życia, gdzie trudno sobie spojrzeć w oczy w lustrze. Tym bardziej pozwól wspomnieć, że Ty też na tej drodze masz zmaltretowane oblicze i ciało.
Daj łaskę, byśmy w zmaltretowanych ludziach dostrzegali udręczone Twoje oblicze.



STACJA SIÓDMA: DRUGI UPADEK

To nie jest stacja – okazja, aby się znów znienawidzić, dokopać sobie, obrazić się na siebie i wszystkich obciążyć winą za mój kolejny upadek.

Gdy człowiek gardzi sobą – gardzi Tym, Który powołał go do istnienia; Który stworzył go na swój obraz i podobieństwo. Inteligentne zło wtedy triumfuje, bo jest samym kłamstwem.

Ta stacja dla nas wszystkich jest wejściem w swoje serce by rozeznać:
Czemu przestałem czuwać?
Czemu chciałem być mądrzejszy od tego przykazania?
W czym zrobiłem niby tylko malutkie ustępstwo, które urosło do wielkości wyłomu?

Czy w tym stanie jest mi rzeczywiście dobrze i … do śmiechu?

Dlaczego w stanie upadku, grzechu nikt i nic tak naprawdę nie cieszy?

Dlaczego zatwardziale tarzam się i pogrążam w tym szlamie igrając z Twoim Jezu ostrzeżeniem o potrzebie bycia zawsze gotowym na najważniejsze spotkanie w progu wieczności?

Czemu wstydzę się po upadku jak najszybciej przystąpić do Sakramentu Miłosierdzia i Przebaczenia?

Że co – bo inni wyśmieją mnie i szydząc powiedzą, iż życie w łasce uświęcającej trąca myszką i średniowieczem?
„Kto spożywa Moje Ciało i pije Moją Krew – ma życie w sobie, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”.


STACJA ÓSMA: JEZUS MÓWI O PRAWDZIWYM SMUTKU

Spod opuchniętych i zakrwawionych powiek Jezus dostrzega tradycyjny tłum zawodzących płaczek, które zwyczajowo towarzyszą takiemu krwawemu widowisku.

On jeden wie, czyje łzy, co oznaczają.
Są ludzie, którzy wstydzą się łez; walczą, aby powstrzymać i potok.
Są ludzie, którzy są często skorzy do płaczu – bo to nic nie kosztuje a dodaje etykiety wrażliwości, empatii dla cudzego nieszczęścia.
W filmach dla aktorów wymyślono sztuczne łzy, zakrapiane do oczu, by wypadli wiarygodnie...
Wejrzyjmy w tej stacji we własne serca:

Ile czasu marnotrawię plotkując, obmawiając innych pod pozorem troski, zaniepokojenia – nie dopuszczając do siebie prawdy, że za każde słowo – nawet niepotrzebnie wypowiedziane odpowiem na Bożym Sądzie?
Czy umiem mądrze, w cichości serca, w samym byciu – towarzyszyć cierpieniu drugiego człowieka?
Czy piękny pogrzeb to taki, gdzie leją się wiadra łez, a brak refleksji nad własnym życiem i decyzji o własnym nawróceniu?
Jeśli już czasami zapłaczę nad sobą – to z powodu swojego stanu konta, choroby, złości na siebie i swoją głupotę, z powodu użalania się nad sobą?
Czy znam płacz, wynikający z przywiązania do grzechu i z tęsknoty, by żyć inaczej, w przyjaźni z Bogiem?
Kiedy ostatni raz płakałam, popłakałem się po szczerej, dobrze odbytej spowiedzi?
Jest też płacz z wdzięczności za Boże Miłosierdzie nade mną!


STACJA DZIEWIĄTA: TRZECI UPADEK JEZUSA

Iluż chrześcijan często wzrusza się, gdy śpiewa, albo tylko słucha słów Juliana Tuwima, które od dawna przyrosły do - szczególnie - czasu Wielkiego Postu:

„Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
jeszcze do Ciebie powrócę
Chrystusie,
Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
że przez łzy Ciebie zobaczę
Chrystusie.....”

Wielu – też chrześcijan - zapożycza to „jeszcze” w stylu: „Jeszcze zobaczysz”, „Jeszcze popamiętasz”, „Jeszcze się doczekasz, doigrasz”, „Jeszcze mnie popamiętasz”!
Stacja, w której trwamy to szansa, aby wejść jeszcze raz w swoje serce: Kto mnie – Dziecku Bożemu dał prawo, abym mojego Zbawiciela tak traktował:
- „Jeszcze nie teraz, jeszcze nie dzisiaj; kiedyś!
- Kiedy?
- Jeszcze dzisiaj nie wiem; nie mam czasu na roztrząsanie takich bzdur”

Jezus – Ten sam z drogi krzyżowej, z wczorajszego dnia, z dzisiaj cicho szepce:
„Oto stoję u drzwi i kołaczę...”
On nie snuje planów, że może kiedyś tobą, mną się zainteresuje; że może kiedyś tam znajdzie dla ciebie, dla mnie odrobinę czasu, że się kiedyś zmiłuje – jak pozałatwia masę ważniejszych spraw!

„Oto teraz jest czas zbawienia”.
Boisz się człowiecze przy tej stacji wypowiedzieć głośno: „Ludzie, dajcie żyć! Dzisiaj wszyscy tak robią, tak wybierają, tak żyją!”
Dlatego często upadasz i powtarzasz szatańską mantrę: „I po co się spowiadać, powstawać, skoro na następną Wielkanoc znów przywlokę do uszu księdza tą samą litanię grzechów?”
Nie myj się – przecież i tak się zaraz ubrudzisz; nie zamęczaj się sprzątaniem, przecież zaraz ktoś przyjdzie i znów ci nabrudzi; po co?
Obym zdążył zmądrzeć i wydorośleć w wierze; inaczej... może być i tak, że kiedyś, przez łzy zobaczę, co utraciłem na zawsze...


STACJA DZIESIĄTA: JEZUS ODARTY Z SZAT

Zerwanie szat z Jezusa na Golgocie nie pozbawiło Go ani godności, ani autorytetu.
Przysporzyło kolejnego cierpienia; na nowo otworzyły się rany poszarpanego biczowaniem ciała Zbawiciela.

Zgromadzeni na wzgórzu – tak naprawdę patrzyli na człowieka obleczonego w krwawiące rany.
Wejrzyj w swoje serce przy tej stacji; przestań wypierać się i zaprzeczać.

Tak wielu ludzi niesie w dorosłym życiu okaleczenia i rany z dzieciństwa, z przeszłości – gdy nie mogli się obronić;

Z czasu – gdy mieli jak największe prawo cieszyć się poczuciem bezpieczeństwa, swojej niepowtarzalności i wartości; ciepłem najbliższych, miłością obecną każdego dnia; spokojnie przespaną nocą we własnym mieszkaniu.....

Iluż z nas – tutaj obecnych drży na wspomnienie tych ran, niesionych po dzień dzisiejszy; z niesłusznym poczuciem wstydu i poczuciem winy za czyjeś poranione życie, kto wtedy był …. pijanym, nieobecnym, oschłym, wiecznie karzącym i bijącym … „autorytetem”?
Tak – dla dziecka dorosły jest autorytetem!
Iluż z tutaj obecnych niesie ranę spowodowaną tym, że nie realizują w dorosłym życiu siebie, swoich zamiłowań, talentów, a jedynie morderczo wypełniają niespełnione marzenia swoich rodziców...

Jezu Chryste, odarty z tego, co było jak najbardziej Twoje, utkane rękoma Twojej Mamy – przytul do swojego Serca wszystkich zranionych i pozbawionych od małego właściwego autorytetu; zdrowego autorytetu!
Jezu – zwolnij z tylu serc tu obecnych tę blokadę, która nie pozwala z miłością i poczuciem bezpieczeństwa, radości - powiedzieć Bogu Ojcu: Tatusiu!

Prosimy Cię Miłości Miłosierna: poprzez Swojego Ducha wskaż poranionym światełko w tunelu!
Ono jest!
Dla każdej ludzkiej biedy, nędzy, rany serca.



STACJA JEDENASTA: JEZUS PRZYBITY DO KRZYŻA

Dla wielu – ten obraz - kiedyś i dziś zapowiada ulgę: nareszcie nieszkodliwy, nie czepiający się ciągle o wszystko – Bóg.

Wejrzyj w swoje serce....

Ile razy wydawało się, że wystarczy tylko … powiesić Bozię na ścianie ... krzyżyk, obrazek, gobelin ... może i artystycznie wykonane, może z nietuzinkowych miejsc przywiezione – okazy westchnień zazdrości sąsiadów, kuzynów.

Przybić na ścianie, powiesić i mieć święty spokój!

Wiś sobie Boże na honorowym, widocznym miejscu, tylko nie przeszkadzaj mi w moim życiu, w życiu mojej rodziny, w moim biznesie, w moich grzechach.

W tej stacji przypomnij sobie człowiecze: co cię ostatni raz … przybiło?

Kto cię przybił tak, że serce mało nie wyskoczyło z piersi?

Czy starczyło na tyle rozsądku, by paść na kolana przed przybitym do drzewa, przed powieszonym przez ciebie na ścianie Bogiem i zawyć jak zranione zwierzę:

„Boże ratuj!” „Boże ulituj się!” „Boże – jeśli jesteś – nie daj mi zwariować!”

Zawsze czuję się przybity, gdy w spowiedzi małe dzieci, rok, dwa po I Komunii Św. i potem - zawstydzone wyznają, że od dawna nie były na niedzielnej Mszy Św. bo rodzice długo śpią; bo sami nie chodzą do kościoła, bo mówią że w nagrodę spędzimy pięknie niedzielę w centrum handlowym.....

Chryste – nieustannie przybijany, wstrząśnij sercami i daj łaskę opamiętania i dalekowzroczności, że to, co człowiek sieje – to i zbierać będzie...


STACJA DWUNASTA: ŚMIERĆ NA KRZYŻU

Kto miał tę łaskę, aby stanąć w kaplicy Ukrzyżowania na jerozolimskiej Golgocie ten pamięta, że w tym miejscu nie kleją się żadne słowa wyszukanych, wyuczonych modlitw.

Chęć przylgnięcia do posadzki i jęk serca: „Ulituj się..., ulituj nade mną grzesznikiem...”

Jezus tak bardzo pragnął!

Tak pragnął zdobyć dla swojego Ojca wszystkich ludzi! Ciebie! Mnie!

Ksiądz profesor Janusz Pasierb zapisał kiedyś: „Jak my kiedyś umrzemy, skoro ciągle łatwiej nam opuścić Boga, niż życie?”
„JAK MY KIEDYŚ UMRZEMY, SKORO CIĄGLE ŁATWIEJ NAM OPUŚCIĆ BOGA, NIŻ ŻYCIE?”!

Boga znamy tylko przez Chrystusa, ale i siebie samych poznajemy tylko dzięki Niemu. Jedynie przez Jezusa poznajemy życie i śmierć. Poznajemy, że będziemy umierali nadzy i ukrzyżowani, unieruchomieni i bezbronni.

Ta śmierć przygotowała nam mieszkania w Domu Ojca. Jezus pragnie w tym Domu spotkać się z nami wszystkimi.
A jakie jest twoje pragnienie? Jakie są twoje koncerty życzeń – całe litanie zamówień, kierowane w stronę Nieba i roszczenia wobec innych ludzi?
Czy mają one cokolwiek wspólnego z pragnieniem Jezusa?
Krzyż – drzewo śmierci i życia. Bo przecież dopiero śmierć wyzwala. Ona otwiera nasz czas na wieczność, jak na ogromny zielony krajobraz.

Nie odwracaj się od krzyża; nie gardź krzyżem, nie wstydź się krzyża – choć może teraz jesteś w latach młodości, siły, sukcesu zawodowego, szalonej miłości – a może tylko zwodniczego zauroczenia drugim człowiekiem.

Być może ktoś, kiedyś postawi krzyż na twoim grobie. Jak odbiorą go ci, którzy twój grób będą mijać i wspomną twoje ziemskie dni: twoje decyzje, czyny, słowa...

Przejść przez życie z własnym krzyżem dobrze czyniąc ... dopomóż nam Panie!


STACJA TRZYNASTA: ZDJĘCIE Z KRZYŻA

„...bo ja wiem, że przed Tobą stanę
tylko wezmę,
poukładam
… i spojrzenie wytrzymam,
poznam
i mnie poznasz....
pokażę ranę”

Stoimy przy stacji zdjęcia ciała Jezusa z krzyża.
Martwe ciało Chrystusa, a wokół Niego tylko kilka osób. To ci, którzy wytrwali przy Nim do końca.

A przecież za Jezusem szło tysiące ludzi....

Jezu Chryste – przecież wiemy, ile razy byliśmy zdejmowani z naszych krzyży samotności, bezsilności; przywołujemy teraz twarze, imiona ludzi, którzy pomogli nam przejść nasze krzyżowe drogi; którzy nie potępili, ale byli zawsze cicho, ze współczuciem, bez komentarzy....

Można pokonać całą armię wroga, można unieść największe ciężary, można znieść bardzo wiele, jeśli tylko ma się obok siebie chociaż kilku wypróbowanych przyjaciół.
Gdy nie można zniszczyć człowieka wprost – zaczyna się niszczyć jego bliskich.

Jeśli zostanie sam, może zwątpi, może się podda, może zrezygnuje; … może da się go złamać...
Synu Boga Żywego – Samotny Panie – dziękujemy Ci za naszych prawdziwych przyjaciół …. zwłaszcza wtedy, gdy znikąd pomocy … a oni jednak są....
Jezusie, obecny pośród nas – wejrzyj miłosierdziem swoim za tymi, którzy nas otaczają pamięcią serdeczną i za tymi, którym obiecaliśmy modlitwę; Zmiłuj się nad nami!



STACJA CZTERNASTA: ZŁOŻENIE JEZUSA W GROBIE

Gdy rozważamy tą stację, to gdzieś w naszych duszach staje pytanie:
„Na co Mu to wszystko było?”

Złożenie ciała go grobu;
I boimy się myśleć o naszym złożeniu do grobu; czy będziemy przygotowani?
Czy za nasze lekceważenie niedzielnej Mszy Św. tylu okazji do szczerej spowiedzi świętej będziemy mogli spojrzeć w Twarz naszego Zbawiciela?
Jezus – oddał za ciebie życie – abyś miał życie.
Ale nie takie płytkie, skarłowaciałe, pełne łatwizny, wygody.
Czy pamiętacie film „Pokuta?”
Ostatni fragment opowiada, jak starsza kobieta wraca po latach zesłania do swojego miasteczka. W międzyczasie w czasach komunizmu zburzono w miasteczku świątynię. Kobieta, wracając pyta: czy ta droga doprowadzi mnie do świątyni?
I słyszy odpowiedź, że …. nie; że ta droga nie doprowadzi jej do świątyni;
Staruszka sama do siebie i do każdego z nas odpowiada:

„ Na co komu taka droga, która nie prowadzi do świątyni?”

Każdy z nas swoim dniem i nocą, każdym rokiem przeżytym tu, na tej ziemi pozostawia po sobie ślad.
Czy twoje ślady pozwolą twoim dzieciom, tym, których kochasz, za którymi tęsknisz dojść do świątyni?
Czy w swoim sercu jeszcze pamiętasz, żeś stworzony, stworzona na obraz i podobieństwo samego Boga?

Jeśli dzisiaj wieczorem patrzysz na krzyż, pomyśl, że i kiedyś nad twoim grobem ktoś postawi krzyż. Czy ci, którzy będą przechodzili przy twoim grobie pomyślą, że ten znak wiary to nie pomyłka?

Jezu Chryste – prosimy, aby każdy kolejny dzień, który będzie nam dany i zadany, rozpoczął się od szczerej, prostej modlitwy do Ducha Świętego: o mądrość i roztropność tylko na ten jeden dzień: w myślach, słowach, uczynkach naszych.

Synu Boga Żywego – miej Miłosierdzie dla nas; dla świata całeg
o


ZAKOŃCZENIE

„ ...bo ja wiem, że przed Tobą stanę
tylko wezmę,
…. poukładam
i spojrzenie wytrzymam,
poznam
i mnie poznasz...
- pokażę ranę...”

Jeśli nie chciałeś wejrzeć podczas tej Drogi Krzyżowej w swoje serce, w swoje wnętrze, to ….. wiedz, że i tak Jezus z ciebie nie zrezygnuje;

Każdego dnia, na ołtarzach całego świata umiera także za ciebie.

Dwadzieścia lat temu, gdy prawie wszyscy z grupy pielgrzymkowej byliśmy na pogrzebie naszej siostry z pielgrzymki, której urna z prochami wróciła przed niedzielą Miłosierdzia Bożego – jak prawdziwie brzmiały i wybrzmiały słowa pieśni:

„Zwycięzca śmierci, piekła i szatana....”

Ks. Janusz Pasierb powracając z Ziemi Świętej w samolocie zapisał słowa:

„ już jesień czas odlotu
noce pełne chłodu
żegnaj ziemio Jezusa
sama tragiczna udziel mi pogody
pogódź mnie ze sobą
ażebym kiedyś odchodząc na zawsze
umiał powiedzieć
żegnaj Ziemio Święta”

Jezu Chryste, Synu Boga Żywego – ulituj się nad nami!
Pogódź nas samych w swoich sercach, abyśmy potrafili pogodzić się z bliźnimi, za których też przeszedłeś krzyżową drogę i oddałeś życie.


Rozważania Drogi Krzyżowej przygotowane przez ks. Janusza Stefaniuka (2015)
Zdjęcia Stacji Drogi Krzyżowej w Kościele Parafialnym w Wołyńcach - foto: Adam Wasążnik (2013)


Serwis parafii p.w. Św. Józefa Robotnika w Wołyńcach.
parafia.www@wp.pl
2010















Oblicze - moje Manoppello

bo ja wiem, że przed Tobą
stanę
i nie schronią mych oczu
powieki
wzrokiem trącisz największą
mą ranę -
- mądrość moją
i posag na wieki
bo już wtedy Ci nigdy nie zginę
oszukany przez świat, oraz
siebie
zrzucę bielmo, i aktorską minę
będę gwiazdą
i sobą na niebie
póki co, Twego wzroku unikam
- oczu Lwa i Baranka zarazem,
niby ja, a tak często
przemykam
ja - kaprysem?
ja - Twoim obrazem?
nawet dziś na mym piasku
rysujesz,
palcem - imię, sekrety, tęsknoty
przyłapany, poranion
- darujesz?
wczoraj, dzisiaj
jutrzejsze głupoty?
jednak czuję, przez serce, krew,
ciało
moje, Twoje, nieprzespane oczy
teraz to, co się kiedyś wydało
będzie mym
a ich wszystkich zaskoczy
bo ja wiem, że przed Tobą
stanę
tylko wezmę,
... poukładam
i spojrzenie wytrzymam,
poznam
i mnie poznasz...
- pokażę ranę

ks. Janusz Stefaniuk